2 lipca 2015

Mój pies mnie denerwuje! - Czyli jak nie dać się sprowokować.






" Że pies to najlepszy przyjaciel mówili, że wspólne życie to sielanka mówili. " A jednak często rzeczywistość jest zgoła inna od tej, którą wyobrażaliśmy sobie przy wspólnym bycie. 


 Jak wszyscy wiemy, życie z psem to nie tylko przytulasy, całusy i miłe życie, usłane różami. Nie. W większości czasu to ciężka praca, nad wypracowaniem prawidłowej psychiki, na utrzymaniu prawidłowej, wspólnej egzystencji, na ćwiczeniu zarówno psich emocji i zachowań, ale też (i przede wszystkim) na ćwiczeniu SIEBIE.
Nie wiem jak Wam, ale mi zdarza się, że zachowanie mojego psa doprowadza mnie do białej gorączki. W duchu powtarzam wtedy sobie "Nie denerwuj się", "Nie wyładowuj złości na Te", "Bądź spokojna" przeplatane liczeniem w głowie do dziesięciu... stu.. do miliona, Wdech, wydech, wdech. "Bądź oazą spokoju!"


No dobra to teraz o tym, co mnie tak strasznie denerwuje, oraz jak staram się z tym walczyć.








Ciężko mi właściwie stwierdzić, kiedy to się zaczęło. Na pewno nie gryzł smyczy od wczesnego szczenięctwa. Gryzienie znacznie nasila się przy próbie wspólnego biegnięcia (dodatkowo podgryzanie w tyłek/łydki/uda) lub przy bieganiu, przy rowerze. Tak jakby zwiększona prędkość powodowała, że chce wyrwać się ze swojej uprzęży. Przez gryzienie Terrora swojego żywota zakończyły już trzy smycze (z czego jedną, od Gadżeciaków, udało mi się na powrót zeszyć <wow> ) Swobodnie zwisająca linka długości 10m, też nie wygląda najlepiej. O dziwo, kiedy idziemy na dłuższe spacery takie zachowanie mija po paru kilometrach. Pierwszym moim krokiem było zniechęcenie psa do brania smyczy do pyska, przez wtarcie w nią trochę pieprzu. Psy nie cierpią jego zapachu, jednakże Terror potwierdza regułę - jemu pieprz nie straszny! :) Powąchał, kichnął, prychnął po czym z zadowoleniem smycz powędrowała na swoje miejsce - do pyska. W obliczu takiej zniewagi, mojej ciężkiej pracy, musiałam podjąć inne kroki.
Groźne spojrzenia i miny nie pomogły, więc staram się przekierować uwagę psa ze smyczy, na coś innego, ciekawszego. Poprzedzam to komendą "puść" lub "nie rusz".  Wtedy przydają mi się różnego rodzaju zabawki oraz smaczki za prawidłowe wykonanie komendy.
Czasem zdarza się, że nie zabieram ze sobą smaków ani zabawek (poranne siusiu), wtedy z powodzeniem wykorzystuję gałązki, lub cienkie patyki. Mając Te na uwięzi, mam pewność, że nic mu się od takiego badylka nie stanie, a on ma zajęty pysk, więc nie ma ochoty na smycz.










Ten problem opisywałam już przy okazji ostatnich postów. Dla przypomnienia powiem jednak, że tu popełniliśmy ogromny błąd, bawiąc się z Te i nakręcając go na nasze ręce.
Później przestało jednak być już tak śmiesznie, a "zabawa" zaszła o kilka kroków za daleko. Próbowaliśmy wielu sposobów: piszczenia (udawanie, że boli), jasnej i krótkiej komendy "Nie", która działała na chwilę, czy ignorowania, które nie sprawdziło się zupełnie. Jak więc daje sobie radę z zębami Te?
Mam w zanadrzu gryzaki, które podaję, gdy zaczyna się robić dziko (szczególnie wieczorem, ale o tym w "trybie wieczornej głupawki". Czasem jednak i to na niewiele się zdaje, bo to małe, wstrętne, białe psisko <3 bierze sobie za cel nasze ręce, nogi czy aktualnie ruszającą się część ciała - wtedy przechodzimy do kroku ostatecznego: izolacji. O której pisałam więcej przy ostatnich postach.
















Memłanie przecież jest spoko. Męczy psa i w ogóle wprowadza go w stan uspokojenia.
Gorzej jeśli przeżuwanymi przedmiotami są moje poduszki, pościel czy ubrania.
I najlepsze, Te nigdy nie niszczy jak nie ma nas w domu, zawsze któreś z nas jest "na stanie", ale nie ma w danej chwili czasu zajmować się psem. W dorobku Te znalazły się już dwa rożki poduszek, dwie moje bluzki (w tym jednej zupełnie nowej z metką!), stringi, niezliczona ilość skarpet, dziury w mojej ulubionej pościeli, zabawki i pluszaki (ale tego nie wliczam w straty, bo to rzeczy, które są kupowane stricte dla niego ) 
Nie będę chować wszystkich przedmiotów przed nim, staram się mieć na niego oko. Jak aktualnie coś robię, a za długo jest cicho/ psa nie ma w zasięgu mojego wzroku/jest za długo sam na balkonie to oprócz czarnowidztwa w postaci "nie mam połowy garderoby" "mój pies zjadł trujący kwiat/użądliła go pszczoła" w panice zaczynam go szukać :-)
Co ciekawe często jak Te ma do wyboru gryzak lub poduszkę, wybierze to drugie. Czemu? Sama nie wiem. Może lubi memłać miękkie rzeczy?
Gryzaków w naszym domu nie brakuje, różnego rodzaju: wędzone, prasowane, naturalne, żwacze - od wyboru do koloru. Na szczęście memłanie NASZYCH rzeczy nie jest nader częstym zjawiskiem, więc nie panikuję!

















Niestety jak jesteśmy w domu, a Te aktualnie się nudzi to postanawia wkurzać nas np.podkradaniem, wszystkiego co jest w zasięgu pyska, z dolnych półek, a także wiele innych atrakcji. Wiem, że robi to, abyśmy zwrócili naszą uwagę na niego, nie ważne czy zaczniemy się bawić, czy będziemy strofować. Ważne, że ON jest w CENTRUM UWAGI :D
Czasem, a raczej często to jest męczące, szczególnie w momentach, gdy chcemy już iść spać, a temu nagle się włącza tryb głupawki i biega po nas (Te waży 8kg i bywa to bolesne przeżycie, a nie chcę myśleć co by było jakby ważył 30 :D ) szczeka, warczy (zachęcając do zabawy), a komenda uspokajająca nie działa. Trzeba izolacji w pokoju obok. Pierwsza próba nie przynosi rezultatów, więc izolacja po raz drugi, który też raczej nie pomaga, później trzeci - oho, coś zaczyna świtać w tym niemądrym łebku. I kończy się na tym trzecim, ostatecznie czwartym razie. Te nierzadko zasypia w drugim pokoju, tak żeby się wyciszyć. Możecie sobie wyobrazić poziom mojej frustracji, bo codziennie jest tak samo. Codziennie wieczorem wynoszę Terrora mówiąc "kara", później otwieram drzwi i tak kilka razy. W duchu powtarzam sobie, że w końcu musi do niego dotrzeć, że każde wieczorne głupawki kończą się w ten sposób, więc jeśli chce się być z człowiekami, to trzeba na wieczór wyciszyć swój mózg.
Idzie to bardzo opornie, ale staram się nie poddawać.













Zamiłowanie Terrora do skarpet opisywałam już w zakładce "kim jesteśmy" (dawniej. "o nas")
W zasadzie nie mam pojęcia skąd takie uwielbienie. Może to fetysz? :D Nie ważne czy czyste, czy ubłocone, śmierdzące 14 godzinną pracą. Nie. Każde są super, hiper, extra! Dopóki było to podbieranie ich sprzed kosza na pranie (taaa, jesteśmy leniwi i ciuchy do kosza trafiają dopiero jak koło niego zrobi się nie mała sterta :D ) to nie było uciążliwe, nawet trochę zabawne takie tuptanie ze swoją zdobyczą. Zabawne było również, jak niuchał w brudach, ZAWSZE znajdując w całej stercie, tę upragnioną parę skarpet. Jednak jego fascynacja stała się już małym obłędem. Nauczył się wyciągać je z kosza na pranie (przez dziurki), doskonale wie już gdzie jest moja szuflada na bieliznę a to raczej taki kosz, więc bez problemu, jak szafa jest otwarta, wkłada tam dzioba i wyciąga co zechce. Ba! Zrobił się tak bezczelny, że w chwili gdy zakładamy skarpety na stopy to próbuje je nam ściągnąć, a nawet goni chwilę za nami jak idziemy. To już przestaje być zabawne, a pomysłu na walkę z tym nie mam kompletnie. Więc jeśli ktoś ma jakieś rady, to będę bardzo wdzięczna!



A czym denerwują Was, Wasze psiaki i jak sobie z tym radzicie? :) 


Ps. Już prawie 10tys. wejść na bloga! Łał! Dzięki! Cieszę się, że mam dla kogo pisać! :) 

13 komentarze:

  1. Mnie często denerwuje zachowanie mojego okropnego łobuza :P. Czasami dziwię się sobie, że jeszcze mam resztę tej cierpliwości ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj ja niestety też czasem myślę, że powinnam dostać order cierpliwości :D !

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedyne co mnie wnerwia to lizanie łapy/lizanie się po jajkach/pod ogonem. Ten dźwięk doprowadza mnie do szalu :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie też ale tylko jak próbuję zasnąć a Te postanawia się polizać, pogryźć lub namiętnie zacząć drapać po uchu :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie tym że ma w dupencji smakołyki i przywołanie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ła! U nas niezwykle rzadko zdarza się olewanie żarcia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. super masz bloga zapraszam do mnie my zaczynamy projekt 62
    http://mieszanceowielimsercu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas też jest podkradanie skarpet, oczywiście najlepsze są wtedy, kiedy chcę B, zabrać skarpety, jak udaje, że mnie nie interesują, to zostawia je sama. Głupawki były standardem, ale tylko jak była szczylem, teraz już nie dzieją się takie rzeczy. Może Te potrzebny jest odpowiedni spacer wieczorem, który go zmęczy i wtedy nie będzie mu się włączała taka głupawka? Swoją drogę zbyt długie spacery też mogą psa zbytnio nakręcać. Moja B. też mnie czasami denerwuje niektórymi swoimi zachowaniami tak, że mam ochotę wyjść ze skóry :D

    OdpowiedzUsuń
  9. O to, to! Z gryzieniem smyczy mamy tak samo. Ostatnio w Biedronce kupiłam na promocji smycz amortyzowaną, żeby spróbować rekreacyjnie pobiegać z Bąblem. Musze jeszcze dużo nauczyć się o panowaniu nad jego ekscytacją, bo upodobał sobie oczywiście gryzienie tej nowej smyczy. Zwykłe spacerowe też czasem gryzie - znów ze zbytniego entuzjazmu albo z przekory wynikającej z tegoż naładowania emocjami ("czymś muszę zwrócić na siebie uwagę!"). Przekierowanie uwagi na zabawkę nie zawsze skutkuje niestety :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Edyta, po moim powrocie z pracy wychodzimy 2x na męczący spacer + 1 na dobranocne siusiu. Terror męczy się jedynie po całodniowych harcach, a i to nie zawsze :-)
    Po 17km spacerze odpoczywał 15min, po całodniowym wypadzie w góry regenerował się niecałą godzinę.
    A co do skarpet, to u nas jest tak samo, jak nie wyrywamy i nie gonimy to traci zainteresowanie :-P

    Mały Czarny - Aga - a uczyłaś już jej może komendy 'puść' podczas gryzienia smyczy przydaje się + smaczki :)
    Ja mam jeszcze metodę, że jak wariuje na smyczy - zatrzymujemy się i komenda siad. Odczekujemy chwile i idziemy dalej. I tak do skutku aż się znudzi smyczą :) Dla obcych i nie wtajemniczonych widok musi być zabawny - zatrzymuje się co dwa metry i tak przez np. 100m :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Drugą rzeczą, którą Abi kocha (po kamykach) są właśnie skarpetki! Choć teraz zauważyłam, że trochę jej przeszło to i tak gdy skarpetka znajduje się w zasięgu wzroku od razu wędruje do pyszczka i zaczyna się chwalenie (czyt. chodzenie po nas, taranowanie kanapy i parskanie niczym prawdziwa klacz - przyznaje wygląda to komicznie). Oprócz tego Abi nadzwyczaj lubi zjadanie śmierdzących rzeczy na spacerach tudzież tarzanie się w nich... Kiedy przynęta nie jest jeszcze tak bardzo atrakcyjna dam rady przywrócić móżdżek na miejsce komendą ,,zostaw'', ale kiedy w grę wchodzi coś mega pozostaje mi wielkie mycie i późniejsze problemy żołądkowe....

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie mój pies często denerwuje..
    Akurat smyczy nie gryzie, ale denerwują mnie ucieczki do sąsiadów, czasem 0 posłuszeństwa i totalne olewanie. W końcu mam pańcię w dupie!
    Z tym trzeba walczyć, ale nie ma kiedy. W sierpniu trzeba będzie popracować.

    Pozdrawiamy,
    Monia i Roxi,
    http://psie-perypetie.blogspot.com/ :).

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiem co to znaczy musieć zmęczyć psa :D Zwykły spacer nie wystarczy, aby zmęczyć Bonę. Ja polecam tropienie - świetny sposób na zmęczenie każdego bardzo aktywnego psa. Takie aktywne psy powinno się męczyć przede wszystkim pracą psychiczną :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli zostawisz komentarz, będzie nam bardzo miło :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Życie z Jack Russellem, Psi blog o Jack Russell Terrorze :-), AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena