10 maja 2016

Kartka z pamiętnika - czyli spotkanie z bratem, okiem psa.







Na początek, dla tych co mego fejsbuka namiętnie nie oglądają, wkleję informację, jaką z pomocą mamy dodałem ostatnio na profil. To znaczy ja dyktowałem, mame stukała w te durne, małe kwadraciki zwane klawiaturą.

22.04 Rano

"Nastawiłem ucho i już wiem co w trawie piszczy!! Słyszałem słowo "spacer"! Ale to nie jakiś tam zwykły spacer, tylko taki magiczny! A to wszystko dlatego, że do mame napisała (ponoć) jakaś miła kobitka i powiedziała, że jest w posiadaniu jednego z moich braci! Czaicie!? Notabene brat ten, jest tylko kilka minut starszy. No i mamy nasze wzięły i postanowiły się spotkać. Wobec tego jutro będę hasał po łące z moim rodzenstwem! Nie moge się doczekać, szczególnie, że mame obiecała nam zrobic super, hiper wypasioną sesję zdjęciową! (Taaa, raczej zwykle foty) Bardzo jestem ciekaw, czy brat mój zwany Adonisem, okaże się równie super gościem co ja 
Emotikon glasses Sądząc po imieniu to niezły z niego pies na baby! 

Emotikon grinNie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać jutra!"




Wieczorem:
Dzień minął szybko, choć w domu bez pańci nudziłem się niemiłosiernie. Jednak gdy tylko wróciła z pracy, zabrała mnie na długi spacer, a później za robienie obiadu. Oczywiście jak co dzień pomagałem m.in. dzielnie stojąc w kuchni, plątając się pod nogami i tęsknym wzrokiem wypatrując kawałków mięsa, które miały lecieć w paszcz moją, niczym manna z nieba... 
Przed pójściem spać pani szepnęła mi jeszcze na uszko, że rano pójdzie do pracy (Od kiedy Ona pracuje w soboty, ja się pytam?!) a następnie szybko po mnie przyjedzie i zabierze mnie na ten spacer, o którym tak głośno w naszym domu od kilku dni.. 
Z ekscytacji nie mogłem zasnąć. Spróbowałem nawet zachęcić mamę do zabawy, przynosząc z łazienki spracowaną skarpetę pana, ale nie była zadowolona i odbierając łup, nakazała powrót do łózka w celach regeneracyjnych. Tym razem, z obawy o jutrzejsze wyjście posłuchałem, grzecznie układając się w nogach pana mojego. 


23.04 
O poranku pisał Wam nie będę, drodzy czytelnicy, bo zanudzać Was nie chcę. Litość trochę mam!
W południe przyjechała mame, z radości popuściłem trochę na kuchenną podłogę. Mame zadowolona nie była, trochę nawet palcem pogroziła, że przecież "dom to nie kuweta..", później się nabijała "Taki duży a jak szczeniak leje!". Za karę musiałem poczekać aż pani posprząta moje khm... Moje małe przewinienie. Ale już chwilę później zapakowała mnie na przednie siedzenie, a wszystkie tobołki do tyłu auta. Na pierwsze spotkanie przyjechała do nas ciocia Asia i Ado (mame obiecała, że następnym razem jedziemy do nich!)
Wysiadając z auta, od momentu gdy poczułem pod łapami miękkie leśne podłoże, zrozumiałem że ten spacer nie będzie zwykły! Nagle moim oczom ukazałem się JA, tylko jakby szczuplejszy i  trochę bardziej czarny. Ale tak to! Nosz psia mać! Kropla w kroplę!
Mame mówiła, że to mój starszy brat, na początku wcale go nie pamiętałem, ale później geny dały o sobie znać..
No więc my jak to osobniki czterołape, ogoniaste i lubujące w zabawach węchowych, postanowiliśmy obwąchać swoje tyły, a po takim przywitaniu zabraliśmy się za zabawę w gonionego.
znowu jestem z tyłu!

Później rozruszaliśmy swoje stawy skacząc ku niebiosom z zamiarem schwytania piłek.
Mamy nasze, obie nieco 'fajtłapowate' w kwestii dalekich rzutów, korzystały ze wspomagacza, zwanego dumnie 'wyrzutnią'.



Ale hopsam równie wysoko!






vs



Nie obyło się również bez robienia przez mamę pseudo-portretów, tak aby uchwycić nasze braterskie podobieństwo. A Wy jak sądzicie, jesteśmy podobni?



vs


no i razem:









Nie żebym był skarżypytą,o nie! Ale przyznam szczerze, że muszę się Wam trochę wyżalić, w kwestii traktowania mnie przez mojego brata. Otóż Ado bardzo usilnie chciał zabrać mi piłkę :( 
Kilka razy nawet się pokłóciliśmy  tego powodu, a raz ugryzł mnie w tyłek :( 
Przestraszyłem się i później odbiegałem jak tylko zobaczyłem, że też przybiega po piłkę, która mi się bardzo spodobała, ale po którymś razie nie wytrzymałem i odgryzłem się, z czego powstała niezła awanturka! Potem nasze mamy wspaniałomyślnie rzucały dwie piłeczki, bo jedną nie mogliśmy się wspólnie cieszyć.








ta zaciętość!


i mord w oczach!

żeby na koniec ładnie zapozować razem do zdjęcia:-)



Na koniec poszliśmy jeszcze nad jeziorko, gdzie wspólnie pływaliśmy! Było cudownie, choć wiatr wiał niemiłosiernie, wobec czego już po kilku minutach mamy musiały zapakować nas w ręczniki i koce, bo trzęśliśmy się jak osiki na wietrze
Mimo kilku kichnięć pod wieczór zabawa była przednia, a ja po pożegnaniu z ciocią i Ado padłem w domu jak mucha, którą mama nieskutecznie próbowała ubić w samochodzie. :-) 


zmoczeni i przemarznięci







ale za to bardzo szczęśliwi!









1 komentarze:

  1. Wyglądają na przeszczęśliwych i potwierdza sie przysłowie, że z rodziną dobrze wygląda się na zdjęciach ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli zostawisz komentarz, będzie nam bardzo miło :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Życie z Jack Russellem, Psi blog o Jack Russell Terrorze :-), AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena