5 października 2015

Osiedlowe życie, psi podbiegacze i niefrasobliwi właściciele

Każdy z nas, ma chyba swoje osiedlowe kwiatki, osoby na których widok, poziom irytacji zwiększa się do górnej granicy.
Niektóre sytuacje bywają zabawne, inne denerwujące, a jeszcze kolejne wprawiają nas w osłupienie.
Przyznam szczerze, że dopóki mieszkałam w bloku pod lasem, na zupełnym uboczu nie miałam takich sytuacji prawie wcale. Prócz nas, tylko dwie rodziny posiadały psa, a że blok był ogrodzony, zamykany na pilota, to nigdy nie bałam się, że Terror niespodziewanie mi ucieknie.
Wszystko zmieniło się, gdy przeprowadziliśmy się na osiedle. Diametralna zmiana, co rusz panie wyprowadzające swoje ukochane jorusie wokół bloku, czy na 200m ścieżkę, prowadzącą do lasu.
Prócz tego nieobeznani z kulturą osobistą, podpici panowie, nie przebierający w słowach, psy biegające luzem, głuche na wołania właściciela, czy obsesyjni "miłośnicy" zwierząt, co to jak widzą psa, to ze stu metrów potrafią wydawać takie dźwięki, że zastanawiam się nad telefonem do szpitala psychiatrycznego ;-)

Oczywiście są też niekonfliktowi właściciele, zapinający swoje psy na smycz, gdy tylko w zasięgu wzroku zobaczą innego czworonoga, dzieci (!) pytające czy mogą pogłaskać, a nawet jeden (sukces!) pan trenujący ze swoim psem posłuszeństwo.


Po miesiącu mieszkania w nowym miejscu, postanowiłam spisać kilka sytuacji, które moim zdaniem zasłużyły, by w takim wpisie się znaleźć. :-)

1. Wiecznie szczekające psy.
Tak, to nie żart. W mojej klatce, prócz Terrora mieszka jeszcze 9 psów. Statystycznie na jedną rodzinę przypada więc jeden pies, w klatce. W praktyce sąsiedzi z naprzeciwka mają trzy, nad nami dwa, inni po jednym. W teorii dość normalnym zjawiskiem jest, że pies szczeka, gdy słyszy hałas za drzwiami, gdy ktoś puka itd. (Chociaż Terror tego nie robi i nie wyobrażam sobie w życiu, żeby takie sytuacje miały w naszym domu miejsce) Tutaj psy szczekają bez wyraźnego powodu, gdy właściciele siedzą w domu (Jak może im nie przeszkadzać hałas, ujadającego po kilka godzin psa?! Nie chcę dokładnie opisywać, kto jakie ma metody, ale są to m.in. - zamykanie psa na balkonie, aż się uspokoi (w rezultacie pies siedzi 45min na dworze i non stop szczeka, co słychać z taką głośnością jakby siedział na moim balkonie), niezwracanie uwagi, dziwne epitety pod adresem psa itd. Ja nie wiem co jest z tymi ludźmi,

2. On sie tylko chce przywitać
#1
Idę sobie z Te, grzecznie na smyczy, nagle w zasięgu wzroku pojawia się pies w typie foksterriera. Dwóch panów przy blaszanym  garażu popija sobie spokojnie piwko, ciesząc się wrześniowym słońcem. Terror jest nastawiony przyjaźnie do wszystkich psów, ale zawsze zachowuję ostrożność.
Krzyczę więc do panów, żeby zabrali swojego psa na smycz,  bo chciałabym przejść. "Pani on tylko sie przywitać chce!" - słyszę, więc naiwnie myśląc, że pan zna swojego psa staram się przejść.
Nagle pies wyszczerza zęby i szykuje się do ataku, coś tam krzyczę do pana żeby NATYCHMIAST zabrał psa i w szamotaninie odciągam Terrora. Pan oczywiście nie zareagował, a siedział z 10metrów od całego zdarzenia. Po ponad godzinnym spacerze, wracam sobie spokojnie tą samą drogą, panowie dalej siedzą, w stanie już znacznie gorszym niż przed godziną, pies .. a jakże! Bez smyczy, więc z daleka znów wołam żeby go zabrał bo chce przejść, a niedawno jego pies rzucił się na mojego. "Bo on się tak wita". No ku&$^$a - tyle mi na myśl przychodzi, podsumowując zachowanie podpitego mężczyzny.

#2

Z daleka widać, że pracuję ze swoim psem, wydaję komendy. Uczę spokojnego przechodzenia obok innych czworonogów. Niestety przez niektórych ludzi, ta nauka kompletnie nam nie idzie, a poziom ekscytacji Terrora, gdy widzi swojego pobratymcę, sięga zenitu.
I tak biegnie sobie piesek, za pańciowym rowerem, oczywiscie bez smyczy. Oczywiście nie reaguje na beztroskie wołanie swojej pańci, i OCZYWIŚCIE musi podejść do nas. Ku uciesze Terrora, mojej mniej. Wołam do pani, czy może zapiąć psa na smycz, bo stałam tuż przy przejściu na drugą stronę ulicy. Pani wesoło odpowiada "pewnie już zapinam" po czym mija nas rowerem i dalej jedzie, nie zwracając uwagi, że jej pies niczym przysłowiowy rzep, wędruje za nami przez ulicę. Nagle! Olśnienie! Nie ma jej kochanego burka przy rowerze. No to hop z roweru i stoi przy ulicy jezdni, nawołując czworonoga. Szczyt nieodpowiedzialności, czy głupoty? 

3. Pani go puści, niech se polatajo!

Jako, że mieszkam na Śląsku, gwara tu jest (przynajmniej dla mnie jako osoby, pochodzącej z Kujaw) MEGA śmieszna. W sklepie słysząc jak panie " godajom", często zaciskam zęby, żeby zacząć chichotać :-)
No i takie niespodziewane ataki słowne w moją stronę, powodują niekontrolowane wybuchy śmiechu.
Abstrahując od tego, że nie zawsze mam czas i ochotę, by mój pies spoufalał się z innymi, to zwyczajnie nienawidzę, gdy ktoś wręcz ROZKAZUJE mi co mam robić, z MOIM psem. 

4. Mje to wszystkie psy kochajo!

Szkoda, że ktoś nie bierze pod uwagę, że właściciel nie chce, by jego pies kochał wszystkich!
Zwykle takie teksty słyszę od starszych panów, co to już z daleka wyciągają ręce, do Terrora.
Szczytem był pan cmokacz, którego kiedyś spotkałam na łące. 
Dzieliło nas ze 30metrów, oboje z Terrorem skupieni na nauce, nagle pan dostrzega nas z daleka i woła na cały regulator "Oooo piesek! Chodź tu do mnie!! <cmok,cmok> No chodź tu <titititi> Puść go dziewczyno, niech sie przywita, mje wszystkie kochajo! "
Na moje stanowcze, proszę psa nie wołać, jesteśmy w trakcie ćwiczeń pan kwituje "Ku#%@, no wariatka!" I dalej ciumka do psa! Dołączając powolny chód pana, musiałam znosić tę sytuację prawie pięć minut, ale gość niestrudzenie wołał dalej Te. Masakra!

Inna sytuacja, 

5. 
U weterynarza. Przychodzi pan 50+, bez psa, po tabletki czy inne coś. Siedzę z Terrorem spokojnie w poczekalni, nagle pan podchodzi, bez pytania wyciąga łapy "No chodź malutki, chodź! " I tu następuje głaskanie po głowie. 
Proszę więc grzecznie pana, żeby nie głaskał psa po głowie, a najlepiej żeby w ogóle go nie dotykał, bo ma chorą skórę i to zaraźliwe. 
Bardzo szybko pan zabrał łapy, niektórzy dali się nabrać i w pośpiechu odsunęli się ze swoimi psami, natomiast pani wet spojrzała wesoło pokazując kciuk do góry :)
Polecam sposób, wypróbowany kilkanaście razy :) 

6. To pani pies się rzucił na mojego.
Takie słowa usłyszałam, gdy pan przechodził ze swoim mixem jrt przez las. Naturalnie pies był bez smyczy. Gdy tylko się do nas zbliżał, pan spokojnym tonem oświadczył, że ona się tylko przywita i odejdzie. Z daleka widziałam, że pies niezbyt przyjaźnie nastawiony, podchodzi do nas i z zębami na Terrora. Krzyczę więc do pana, żeby zabrał psa, a on zaczyna się po mnie wydzierać, że to mój pies się rzucił na jego psa! Powiedziałam więc, że prosiłam, żeby zapiął swojego, a on do mnie "Było iść inną drogą, albo nie zwracać uwagi na moją sunię"
YHM. Brak słów!






I taki smaczek na koniec.
Ze sklepu. Stoi pani przede mną, jej pies pod sklepem. ( yhh!)
Zrobiła swoje zakupy, ja swoje też szybko załatwiłam. Wychodzę z Terrorem (zawsze wchodzę do sklepu z nim). Drugą stroną ulicy idą dwa duże psy, na które mały przywiązany zaczyna szczekać. 
Terror lekko się nakręca, mały piesek, którego pani właśnie odwiązuje nakręcony już bardzo, wyrywa się do nas. I tekst pani do psa:
"No i na co ci to?! No odpowiedz!!" 





A Was jakie sytuacje spotykają na codzień? Co Was najbardziej denerwuje/śmieszy w zachowaniu innych "psiarzy"? :) 




37 komentarze:

  1. "Pani go puści, niech se polatajo!" to mój faworyt. I mimo, że nie mieszkamy na Śląsku to u nas brzmi identycznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko jedna z odzywek, nie wiem czy sama bym zrozumiała niektóre, ale ktoś kto nie ma w ogóle styczności z gwara Śląską, mógłby mieć jeszcze większy problem :p

      Usuń
  2. Wam to na prawdę dużo razy się przydarzyło. Nam bardzo mało. Jednym było jak byliśmy z koleżanką i psami na festynie i mała dziewczynka biegła z wyciągniętą ręką w stronę Reksa. Zatrzymałam ją i powiedziałam, że pies może ugryźć, więc dziwnie na mnie spojrzała i podeszła do psa koleżanki. Nigdy nic nie wiadomo co pies zrobi, gdy z zaskoczenia jakaś obca osoba/dziecko zacznie go głaskać. Ale wolę mówić, że pies ugryzie niż jacyś obcy ludzie mają go głaskać. :P
    Pozdrawiam,
    reksio-the-dog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem ręce opadajo :D
    My mieszkamy w okolicy z dosyć ogarniętymi ludźmi, ale gorzej z psami, które ujadają na widok każdego czworonoga.. To na prawdę irytuje ._.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla to wina nieogarniętych właścicieli, którzy nie potrafią zapanować i nauczyć psa ze nie szczeka się na wszystko i wszystkich dookoła :p

      Usuń
  4. Genialna metoda z chorobą skóry! Będę korzystać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas prym wiedzie Pan Żul, który chodzi na pola pod lasem ze swoją amstaffką. Wszystko spoko, ale skurczybyk żłopie piwsko schowany w krzakach, z psem puszczonym luzem i trzeba mieć oczy dookoła głowy, żeby na niego i wściekłe zwierze nie wleźć :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś miałam podobna sytuacje. Szłam późnym wieczorem i żeby nie iść przez nie oswietloną aleje, wybrałam drogę przy stacji, a za taką budka gościu pił piwo z dużym psem bez smyczy. Pies wybiegł dosłownie znikąd i rzucił się na Terrora, zaczęłam krzyczeć i dopiero po chwili zza budki wyszedł gość i jak gdyby nigdy nic wolał psa, który w smoku nie reagował na żadne komendy :/

      Usuń
  6. Patent z chorobą skóry genialny! :D U nas akurat problemu z pijącymi panami nie ma. Albo złapią psa jeśli się poprosi, albo zawołają go i pies grzecznie wróci do właściciela. Jest jednak pewna kobieta, która uczepiła się mnie bo chyba nie ma kogo innego, że niby nie sprzątam kiedy mój pies się załatwi. Idę sobie z psem, minęłam jej dom a ta zaczyna coś krzyczeć, że kto będzie po tym psie sprzątał. Odpowiadam grzecznie, że akurat ja po swoim pupilu sprzątam. W ręce nadal trzymałam woreczek z nieczystościami, którego nie zdążyłam wyrzucić, a ona na to "worek to ja też se mogę trzymać, ja cie tu często koło mojego domu widzę". No ręce opadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedz jej ze następnym razem na prawdę nie posprzatasz :)

      Usuń
  7. A ja myslalam, ze tylko ja trafiam na bande... takich ludzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uczęszczamy z sunią na szkolenie ktore odbywa sie na polance w miejskim lasku dosyc licznie odwiedzanym. W grupie jest jeden piesek szczegolnie emocjonujacy sie i szczekajacy na inne psy ktore znajda sie zbyt blisko. W trakcie takiego szkolenia na polanke wparowuje rodzinka z malym dzieckiem i luzno biegajacym pieskiem, ktoryod razu podchodzi zbyt blisko i szkolacy sie pies zaczyna szczekac. Dla niego oznacza to krok w tyl w szkoleniu.W tej samej chwili dziecko podbiega do drugiego psa na co trenerka zwraca uwage matce. Matka zamiast chwycic dziecko za reke przez parenascie sekund nawoluje dziecko aby poszlo za nia grr... Tego samego dnia coreczki przechodzacego obok Pana widzac tyle pieskow startuja do nas. Na szczescie Pan po chwili je odwolal gdyz domyslil sie ze przeszkadzaja. Na koniec na polance rozsiedli sie harcerze tworzac dla psow mega rozproszenie z ktorym zmeczone juz pieski nie potrafia sobie poradzic i resztki koncentracji ulatuja. Dla nas byla to juz koncowka ale po nas miala byc kolejna grupa i sadze ze w takiej sytuacji szkolenie nie bylo zbyt latwe. Rece opadają...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nam to raczej ludzie schodzą z drogi, przecież Lusi to morderca.
    Ps. Super pomysł z tą chorobą skóry na pewno jak będzie taka okazja to wykorzystam... ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Niech sobie polatają" to jest hit. Centrum miasta, główny deptak w mieście, impreza w rynku i pan podbija do mnie, żebym puściła psa bo on chce przecież biegać! (a to przecież może młody ale nie mały psiak) Taak... To wszystko dlatego, że każdy wie lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jesteś przewrazliwiona. Psom trzeba zaufać i dać im szansę. A ni od razu zapinac i być nie towarzyskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idąc Twoim tokiem rozumowania mam pozwolić żeby obcy pies pogryzł mojego psa i jeszcze spokojnie na to patrzeć, wierząc ze wszystko będzie dobrze?

      Usuń
    2. Niech robi do kuwety jak tak się o niego boisz

      Usuń
  12. Nie lubię takich antyspolecznych ludzi. Tfuu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie każe Ci czytać co piszę na swoim blogu :) A to, że opisałam tu kilka sytuacji nie oznacza, że w ogóle nie pozwalam bawić się mojemu psu. Po prostu nie toleruję głupoty niektórych i przeszkadzania mi w pracy nad psem, gdzie każde takie podejście cofa nas w szkoleniu.

      Usuń
  13. Jak do mnie taka podpita człowieka podchodzi i łapy wyciąga to matka mówi żeby uważał bo mogę ugryść i jest spokój, ja tam nie mam nic przeciwko jak mnie kto po głowie poklepa, ale potem prysznicować się trzeba a tego nie zniose :)

    OdpowiedzUsuń
  14. I na co te szkolenia ? To działa tylko negatywnie. Pies jest sztuczny i złe reaguje na psy. A właścicielka przekazuje mu zła energię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, lepiej niech biega na samopas, lepiwj nie mieć nad nim żadnej kontroli, a jak coś się stanie to oskarżać cały świat za swoje błędy wychowawcze. Jestem ciekawa czy swoje dziecko też będziesz wychowywać w taki sposób. A negatywnie to działają na mnie Twoje komentarze :) Szkolenia są po to by pies był zrównoważony psychicznie i fizycznie. Po to by nie wlazł swoim zachowaniem na głowę właścicielowi i żeby rozumiał jak zachowywać się w chwilach ekscytacji, stresu czy strachu. Nie wiem, czy masz jakiekolwiek pojęcie na temat psów, ale jeśli Ci się wydaje że masz, to zmień lektury, te wyraźnie Ci nie służą.

      Usuń
  15. Ten pies nie dostaje szansy żeby uczyć się zachowania psiego

    OdpowiedzUsuń
  16. Nas omijają takie sytuacje. Mieszkam na wsi, na spacerki zazwyczaj chodzimy na odludzia, pewnie jak bym wyszła z psem na środek ulicy to i tak by nikt nie zauważył, że mam psa. Choroba skóry... hmm brzmi poważnie :D Pozdrawiamy pusia-i-ja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Nadal jestem zdania, że zbyt łatwo mieć psa w Polsce. I przez to powstają takie sytuacje. Niektórzy właściciele są kompletnie nieświadomi np. języka ciała swojego psa. Na szczęście nie mam zbyt często do czynienia z takimi narzucającymi się właścicielami, chyba przez usposobienie Joy - jak tylko ktoś się zbliża, zaczyna warczeć, co odstrasza 90% ludzi - chyba tych najgorszych. ;) Mi zawsze jest przykro, jak widzę psa, ciąganego na półmetrowej smyczy, na kolczatce, przy nodze właściciela. Pies nie może ani nic powąchać, ani - broń Boże - podejść do innego czworonoga.

    OdpowiedzUsuń
  18. "Mi zawsze jest przykro, jak widzę psa przy nodze właściciela. Pies nie może podejść do innego czworonoga."

    Taką filozofię wyznaje autorka tego bloga

    "Krzyczę więc do panów, żeby zabrali swojego psa na smycz, bo chciałabym przejść."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie powinno Cię interesować jaka filozofię wyznaję w życiu. Nie wchodź tu proszę więcej i nie psuj atmosfery swoimi durny i uszczypliwymi komentarzami. Ja nie zamierzam wchodzić więcej w żadne dyskusje z Tobą, bo są one bezcelowe. Żegnam :)

      Usuń
  19. Szczekacze są najgorsze! Wokół naszego domu praktycznie każdy w ogródku ma psa, które całe dnie szczekają... no wszystkich i na wszystko :/ Ja się dziwie tym właścicielom, że ich głowy wytrzymują w owych warunkach. Nie wspomnę o już pobliskich burkach, które oprócz obszczekania nas, doskakują do kostek... i przejdź tu się człowieku spokojnie na spacer ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. to jest jeden z tych małych, niewinnych plusów życia na wsi - jeśli psy, to tylko drące paszczę za bramą :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny patent z chorobą skóry! Wykorzystam go, dzięki:) Codziennie przydarzają się nam sytuację od których gotuję się w środku. A to dziecko leci na Ogiego by go pogłaskać, a to sąsiadki z bloku z piskiem jak rozentuzjazmowane nastolatki pochylają się nad psem. Czy naprawdę trudno zrozumieć zdanie- proszę nie głaskać psa? Mój skarb nie lubi być głaskany przez obcych i już.
    O wiele większy posłuch wśród ludzi ma mój chłopak niż ja. Po pracy przebieram się w wygodne sportowe ciuchy, w których wyglądam jak nastolatka i lecę z Ogim na spacer. Mam wrażenie, że ludzie nie traktują mnie wówczas poważnie. Pozostaje mi tylko cięty język, jako riposta na wszelkie dobre rady apropos wychowania psa, karmienia, rodzaju smyczy, obroży itd. A wiadomo, że każdy wie najlepiej i wprost nie może powstrzymać się by podzielić się swoją tajemną wiedzą. Ręce mi ostatnio totalnie opadły, gdy w trakcie rodzinnej imprezy któryś z wujków dowiedział się, że przechodzimy na Barfa. "To nie wiecie że pies po surowym mięsie jest agresywny?" Czy to znaczy wujku, że po zjedzeniu tataru rzucasz się na wszystkich z siekierą? Gdyby cierpliwość sprzedawali w tabletkach...

    OdpowiedzUsuń
  22. Ach to osiedlowe życie...;) ja to wszystko dopiero poznaję i dzięki temu ciągle szukam tras spacerowych byle jak najdalej osiedla :D.

    OdpowiedzUsuń
  23. Napisałam taki długi komentarz i mi się skasował... no ale spróbuję jeszcze raz :D
    My jesteśmy na razie w fazie szczeniaka, więc przede wszystkim atakują nas ludzie "rzygający tęczą" na widok Lena i piszczący "jaki śliczny, jaki misio, jaki lisek, jaki cudowny, jaki uroczy, maleńki, kuleczka, ojejejej", na co on niestety bardzo entuzjastycznie reaguje, skacze do nich i liże po twarzach (co mnie przeraża, bo on wykonuje wszystkie gesty uległości w stosunku do jakichś obcych ludzi :o) i się płaszczy, przez co jeszcze bardziej śliczny itd. Ja stoję ze sztucznym uśmiechem i marzę, żeby jak najszybciej zwiać stamtąd... a że do pyskatych nie należę, to nie umiem np. powiedzieć "ja bym uważała z tym lizaniem, bo chwilę temu zjadł kupę" (co często jest prawdą :D), ale bardzo podoba mi się tekst z chorobą skóry... muszę wypróbować, może chociaż na to się zdobędę, bo mam dość już po miesiącu, a jeszcze chwilę potrwa, zanim Len urośnie i wtedy mam nadzieję, nikt go nie będzie zaczepiał... A wczoraj jeszcze szczyt głupoty i bezczelności - jedziemy tramwajem, akurat przystanek, no to Len zaciekawiony bliżej drzwi i się przygląda, widać go z ulicy, a jakiś facet przechodzi przed drzwiami i do niego cmoka (a tramwaj prawie rusza i drzwi lada moment się zamkną)... ręce mi opadły i już całkiem się załamałam.
    Także ten, pozdrawiam podbiegaczy, niech sczezną :)
    A Wam życzę jednak jak najmniej przygód z tymi typami.

    (dalej nie wiem, czy się dodał komentarz, ale my z owilkumowablog.wordpress.com :D)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nasze najczęstsze problemy to oczywiście ludzie 'atititi jakie piękne psiaki!' I ani się obejrzysz a już głaszczą Ci psa nawet bez spojrzenia na Ciebie (o zapytaniu juz nie
    wspomnę).
    Jechałam autobusem i uczyłam Daisy, by nie zaczepiała ludzi nim jadących. Wsiadł koleś i ofc "o jaki piękny chodź tutaj chodź!". Chłopak jadący ze mną grzecznie wytłumaczył, ze wychowujemy psa, więc żeby z łaski swojej go nie zaczepiał. Po dłuższej rozmowie usłyszeliśmy jedynie "kur#&€* pojeba#*€*3 ja tyle psów miałem! I na pewno je lepiej wychowałem niz wy tego swojego debile! Żeby psa nie można było poglaskac!!! Pijeb@gsgd." Mogłabym tak jeszcze wymienić mnóstwo k, p i ch które poleciały w nasza stronę za zwrócenie uwagi. Niestety takie sytuacje są notoryczne, na palcach jednej ręki mogłabym policzyć ludzi którzy widząc daisy respektowali to że nie mogą pogłaskać psa.

    OdpowiedzUsuń
  26. A jeszcze sytuacja z wczorajszego dnia. Od okolo dwóch tygodni posiadam drugiego psa (też jackrussela btw :)). Molly była zabrana przez nas od pewnej rodziny, która byłaby zmuszona oddać ją do schroniska. Ponieważ trafiła do nas dosłownie jakies 2tygodnie temu nadal podchodzi niepewnie do okolicy, do ludzi wokół, o samochodach nie wspomonajac..
    Wczoraj wracając ze spaceru z którego byliśmy mega dumni ponieważ pierwszy raz odważyła się sama podejść do obcego człowieka, bawić się bez strachu z innym psem i generalnie zauważyliśmy duży progres. Wracamy dumni na co pani wyskakuje z samochodu (którego molly sie boi) i dosłownie rzuca sie z piskiem przed nią łapiąc ją za głowę i tarmosząc za uszy. No myślałam że mnie krew zaleje. Mowie do pani żeby się opanowala ze pies sie boi na co ona "e tam sie boi! Co pani za głupoty gada! Ja mam psa! Goldena ja wiem jak się z psami bawić!"... Z postępu w zachowaniu molly zostalo niewiele... Wystraszyła się i przez resztę spaceru szla z podkulonym ogonem uciekając przed ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
  27. A u nas patent z chorą skórą NIGDY nie zadziałał. Było tylko: "E tam, opowiada pani."... Dopiero teksty typu "Jak ugryzie to nie moja wina, ja ostrzegałam" coś dały. Ale ludzie i tak są bezczelni, choć muszę przyznać, że w ostatnich latach ich świadomość nieco wzrosła.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli zostawisz komentarz, będzie nam bardzo miło :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Życie z Jack Russellem, Psi blog o Jack Russell Terrorze :-), AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena