
Zaczęło się niewinnie. Jakaś krzątanina po domu, pańcia biega, mrucząc pod nosem, że jak zwykle wszystko na jej głowie. Wyciąganie walizek, robienie jakiś list? Nieco mnie ta cała sytuacja zestresowała, więc poszedłem do swojej klatki i stamtąd bacznie obserwowałem rozwój wydarzeń. Pani z miną mędrcy chodziła po domu i rozglądała się, czego jeszcze zapomniała spakować. Nie przeszkadzałem jej, bo wyglądała na bardzo skupioną. Następnego dnia zapakowali wszystkie manatki do autka i już prawie ruszali. Lekko speniałem, że o mnie zapomną...